* * * Czego szukasz...? Szukasz sensu życia...? * * * What are You looking for...? Searching for the meaning of life...? * * * Was suchst du...? Suchst du den Sinn des Lebens...? * * *
RSS
niedziela, 01 kwietnia 2012
Z nadzieją

 

Mógłbym mieć plany, mógłbym mieć ambicje,
ale wiem, że zniszczą je wszechwładne koalicje
panów, co z wyboru dostali się na Wiejską
i reprezentują oligarchię wielkomiejską.

W ich oczach jestem nikim, jestem tylko pionkiem,
głosem do urny oddanym, ale nie ich klubów członkiem.
Oni z podniesionym czołem, ja ze spuszczoną głową,
dla mnie za wysokie progi - łatwo zawadzić nogą.

Ale te nogi przeszły niejedną ścieżkę trudną,
nie raz ciągle pod górkę, nie raz wdepnęły w gówno.
Widzę błędy i problemy, do wielu się przyznaję,
co nie oznacza wcale, że rozwiązać je potrafię.

Mimo wszystko ciągle naprzód, ciągle dalej i wytrwale,
ciągle szukam miejsca w świecie, tak łatwo się nie poddaję.
Słucham dobrych rad przyjaciół, słucham troskliwej rodziny,
w gruncie rzeczy tylko oni nie chcą wpuścić mnie w maliny.

Inni lubią słodzić, się przechwalać, dużo gadać,
żeby w towarzystwie ziomków dobrą gębę sobie nadać.
Ja nie patrzę na opinie, co i tak są subiektywne,
robię swoje, ufam ludziom - chociaż trochę to naiwne.

Zaufanie, szczerość, prawda - na tym buduję relacje,
choć nie zawsze to wychodzi, jednak zawsze daję szansę.
Coś się kończy, coś zaczyna - jest początek, jest i finał,
ja nie będę brnął w kłopoty, kiedy ktoś zbytnio przegina.

Niech nie dziwi cię, człowieku, gdy nić znajomości pęknie,
jeśli kłamiesz, siejesz plotki - każdy w końcu za to beknie.
Ja nie wnikam, kto za młodu uczył cię takich nawyków,
jednak z takim nastawieniem pasujesz do polityków.


środa, 14 marca 2012
W TEATRZE

włosy blond
wzniosłe czoło
śmiałe oczy
zgrabny nos
rozchylone wargi
poznaję twoją postać
w teatrze zwanym życiem
rozpustnie wystawiane
na widok publiczny

wszystko inne jakby
zakryte szat kurtyną
pierwszy akt, odsłonięcie
oglądam z tchem zapartym
nie mogę się napatrzeć
taka dumna sztuka

pokaż, co potrafisz
pełno cię na scenie
pełno w mojej głowie
czekam cierpliwie na coś
co do mnie powiesz
co dla mnie zrobisz

biało przed oczami
jesteś blada jak papier
niezapisana carte blanche
zapełniam próżną przestrzeń
palcem kreślę znaki
brudne myśli, słowa
bierzesz je na siebie
przychylnym uśmiechem
przybliżam się powoli
przeczuwam apogeum
sztuka trwa, idźmy dalej
odkrywam jej logikę

pokaż, co potrafisz
niech się gnie twoje ciało
niech osiąga szczyty
dyszy z wyczerpania
oby dotrwało do końca
dramatu życia końca

kiedy koniec
kiedy minie sztuka
nadejdzie katharsis
oczyści myśli, słowa
wybieli wszystkie dzieła
podzieli wersy białe
podzieli czy połączy
sekretna to logika

(= special for Agg =)

piątek, 11 listopada 2011
WYBIEG DO TYŁU

myślę o czasie minionym, o chwilach schwyconych
w sidłach pamięci miotają się wspomnienia
wiele momentów uszło uwadze, wiele przemknęło
między palcami zostały ślady tamtych dni
narysowanych linii na dłoni, między palcami
krople wody szybko zlatują tymi ścieżkami

rozmyte kolory, zamazane twarze zastygły
w lodowatym spojrzeniu albo ciepłym uśmiechu
poznaję przyjaciół, podejrzewam wrogów
nic na pewno, co najwyżej zmysły i umysł
doświadczenie uczy, rozum podpowiada
echem odbijają się nauki z przeszłości

ufaj, lecz patrz, komu zaufać można
nadzieja zawieść nie może, a miłość
wszystko znosi, wszystkiemu wierzy
zaś wiara czyni cuda, przenosi góry
wszystko znosi, wszystko przetrzyma
w spiekocie dnia, w szarym pyle dróg
trzeba iść naprzód, nie oglądać się wstecz
co było, minęło, nie wpisuje się w rejestr

a jednak myślę, o tamtych minionych
godzinach straconych w pętli czasu
zapisanych wyblakłym atramentem
zeszyty leżakują spakowane do pudeł
pocztówki kleją się jeszcze do ściany
bilingi zdradzają nawiązane kontakty

dziękować czy żałować, nie wiem
do prawdy dojdę w innym czasie
zapewne w przyszłym, doprawdy
powzięte postanowienia i plany
będą realizować się zawzięcie
teraz tkwię w czasie przeszłym.


poniedziałek, 19 września 2011
SAMOTNOŚĆ W MIEŚCIE

 

jestem sam
gdzie mój świat
wracam tam

szepcze wiatr
skąd przychodzi
dokąd podąża
nie wie nikt

szeleszczą liście
spieszą samochody
gdzieś w oknach światła
świecą słupy uliczne
nikt mnie nie widzi
nikt nie zatrzyma

w moich uszach szum
wyraźnie słyszę
obojętnie mijany
jak jakaś rzecz
bez znaczenia
bez istnienia

jednak jestem
pełen obaw
czy do celu dotrę
spocone dłonie
słone czoło
łzawe oczy
stopy zmęczone
idę sam, do celu

tak, nie ma nikogo
kto byłby przyjacielem
i nie brzmiałby złowrogo
w dżungli miasta
pod pnączami przewodów
jestem sam

skazany na siebie
pod wielkim dachem nieba
szukam ciebie wśród gwiazd
może lśnisz właśnie tam
promienie odbite od ciał
obcych dla mnie
dalekich ode mnie
dalekich od Ziemi

wśród szarych kamienic
odrobina nadziei
szukam jej w zieleni
tam się chowam
i w górę spoglądam
nieosiągalne niebo
przyciąga blaskiem

jeśli tylko możesz
daj mi tylko odrobinę
wiary, nadziei

trudne chwile teraz
tego  t y l k o  pragnę
mieć blisko ciebie
być blisko siebie
i kochać...

gdzie cię odnaleźć? 

środa, 31 sierpnia 2011
Gdy nie wiesz, którędy, zacznij z innej strony


usłyszałem powitanie po drugiej stronie
kilka zdań mimochodem rzuconych do mnie
zapisały się wybiórczo na twardej pamięci
zachowały głównie te, które mogą zachęcić

milczenie wkradło się między nas nieproszone
niechciane, niezręczne, a jednak obecne
w głowie słowa szukały dobrego złożenia
a zostały tylko niedopowiedzenia

nadstawiałem uszu, by szmer chociaż usłyszeć
gdy usta otworzysz, zaczniesz wreszcie krzyczeć
myśli bowiem skrywane z siłą wybuchają
rozpruwają ciszę, pustkę rozrywają

czekałem, błagałem, by coś się zmieniło
przestrzeń niewzruszona utkwiła w niemocy
noc - nieporuszona, nic nas nie olśniło
tylko księżyc za oknem drgał w cieniu nocy

gdy w zwątpieniu leżałem wszelką tracąc nadzieję
usłyszałem bicie serca - moich uczuć brzmienie
myśl się wkradła, że namiętność trudno ująć w słowa
i wewnętrzne poruszenia równie trudno oddać

więc poddałem się tej ciszy z ufnym nastawieniem
jak wojownik, gdy wydaje swe ostatnie tchnienie
licząc, że po tamtej stronie znajdzie dopełnienie

sobota, 16 lipca 2011
Ktoś inny

Spojrzenia spotkały się całkiem przypadkowo:

wracałem do domu, zmierzałaś tą samą drogą.
Opuściłaś głowę z dyskretnym uśmiechem,
szedłem krokiem wolnym, ze spiesznym oddechem.

Dźwięki nie polecą, gdy gardło ściśnięte,
skryją za zębami, wstrzymają przejęte,
nabiorą wartości, dojrzeją do chwili,
gdy o szept chociażby będziemy prosili.

Szeptem dotknę powietrze, namiętnością rozpalę,
kroplami słodyczy dopełnię rozkoszy czarę.
Rozpalone usta przyjemnym smakiem uraczysz,
nieuchronność przyszłych zdarzeń z ochotą doświadczysz.

Pożądamy, ale ukrywamy ten stan,
uciekamy od pragnienia, by nie zadać ran.
Jedno słowo, jeden gest, może stać się ciosem,
ciężkim jarzmem, trudnym do przyjęcia losem.

Mimo wszystko szukamy siebie nawzajem,
by ten stan odnaleźć, który zowią rajem
- tam nie występują: smutek, grzech, ból, cierpienie, strach,
tam życie idealne to nie marzenie - to fakt.


poniedziałek, 03 stycznia 2011
* * *

wodę życia piłem z kubka z gliny czerwonej jak krew

pierwsza ludzka istota poruszona tchnieniem
zaczęła rzeczy nazywać innym niż swoje imieniem

wodę życia piłem z kubka
zobaczyłem dno, pragnienie nie ustało
dlatego szukam, gubię, nawracam
idąc pod prąd oczekuję, że dotrę do źródła
skąd bierze początek strumień świadomości

na początku było słowo
przez nie stał się człowiek
nadużywać zaczął słów
pomieszały się języki
zatarły się znaczenia
czy przetrwało to, co pierwotne?
wiara, nadzieja, miłość
dobro, prawda i piękno
istnieją nieokreślone gdzieś
na dnie naszych spraw codziennych

daj mi punkt podparcia
a podniosę siebie, i innych
na duchu, na ciele, na umyśle
daj mi klucz do bramy
prowadzącej do ogrodu
poznania dobra i zła
w którym nie ma cierpienia
a czas płynie własnym nurtem
gdzie tysiąc lat jest jak
wczorajszy dzień, który minął

w moim świecie
czas biegnie po ludzku
czasem się potyka
nieuniknione następstwo - przeszłość, przyszłość
teraźniejszość mija zanim ją pomyślę
bezwzględnie się sprzeciwiam
względnym formom orzeczenia
ale jestem tylko kruchym istnieniem
jak trawa, co rośnie
rankiem kwitnie zielona
wieczorem więdnie i usycha
nieuniknione następstwo

myślę i kojarzę - miejsca, słowa, osoby
wszystko się układa bez mojego udziału
Niewidzialna Ręka porządkuje czas i przestrzeń
Niewidzialne Oko patrzy i czuwa nad nami
Niewidzialne Usta kształtują nowy świat

nowy wspaniały świat może być
a może tylko o nim marzymy
szamani czarują rzeczywistość
kapłani odprawiają modły
wróżki przepowiadają przyszłość
eremita żyje w samotności
mnich wzrasta w doskonałości
czucie i wiara wciąż silnie mówią
nawet do tych, którym nie brakuje
wiedzy, doświadczenia i mądrości

homo sapiens, homo religiosus

sobota, 05 czerwca 2010
Tuwim liryczny komediant

Julian Tuwim

Wiersz, w którym autor grzecznie, ale stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich, aby go w dupę pocałowali


Absztyfikanci Grubej Berty
I katowickie węglokopy,
I borysławskie naftowierty,
I lodzermensche, bycze chłopy.
Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajką wytwornych pind na kupę,
Rębajły, franty, zabijaki,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.


Izraeliccy doktorkowie,
Widnia, żydowskiej Mekki, flance,
Co w Bochni, Stryju i Krakowie
Szerzycie kulturalną francę!
Którzy chlipiecie z "Naje Fraje"
Swą intelektualną zupę,
Mądrale, oczytane faje,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item aryjskie rzeczoznawce,
Wypierdy germańskiego ducha
(Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,
Wierzcie mi, jedna będzie jucha),
Karne pętaki i szturmowcy,
Zuchy z Makabi czy z Owupe,
I rekordziści, i sportowcy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Socjały nudne i ponure,
Pedeki, neokatoliki,
Podskakiwacze pod kulturę,
Czciciele radia i fizyki,
Uczone małpy, ścisłowiedy,
Co oglądacie świat przez lupę
I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item ów belfer szkoły żeńskiej,
Co dużo chciałby, a nie może,
Item profesor Cy... wileński
(Pan wie już za co, profesorze!)

I ty za młodu nie dorżnięta
Megiero, co masz taki tupet,
Że szczujesz na mnie swe szczenięta;
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item Syjontki palestyńskie,
Haluce, co lejecie tkliwie
Starozakonne łzy kretyńskie,
Że "szumią jodły w Tel-Avivie",
I wszechsłowiańscy marzyciele,
Zebrani w malowniczą trupę
Z byle mistycznym kpem na czele,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

I ty fortuny skurwysynu,
Gówniarzu uperfumowany,
Co splendor oraz spleen Londynu
Nosisz na gębie zakazanej,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item ględziarze i bajdury,
Ciągnący z nieba grubą rentę,
O, łapiduchy z Jasnej Góry,
Z Góry Kalwarii parchy święte,
I ty, księżuniu, co kutasa
Zawiązanego masz na supeł,
Żeby ci czasem nie pohasał,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

I wy, o których zapomniałem,
Lub pominąłem was przez litość,
Albo dlatego, że się bałem,
Albo, że taka was obfitość,
I ty, cenzorze, co za wiersz ten
Zapewne skarzesz mnie na ciupę,
Iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę! ...

czwartek, 13 maja 2010
Niedorosły

to co było oprawiłem w muzykę
dziwnie pasuje
przez moment miałem nadzieję
ale nie ma mowy o powrocie
wszystko płynie
wszystko się zmienia
i my się zmieniamy

posiadam własny styl i upodobania
to mi pasuje
nie wszyscy się zgadzają
wielu po swojemu rozumie
co to znaczy dorosnąć?

ta choroba dopada za wcześnie
kto zostanie dzieckiem
ten zobaczy więcej

macham do ludzi zza okna autobusu
ścigam się z samochodami
na sankach zjeżdżam na szczupaka
kulkami celuję w najładniejsze dziewczyny
strącam sople zwisające z dachów
butami wylewam wodę z kałuż
zbieram ślimaki za blokiem
buduję domki z patyków i mchu
gałęzie łamią się pod moim ciężarem
próbuję zrobić pełen obrót na huśtawce
skaczę w dal
bez trzymanki wchodzę na drabinki
wiszę do góry nogami na trzepaku
robię babki z piasku
żuję gumę turbo
oranżadę w proszku łykam na raz
zbieram naklejki z wafli kukuruku
rozbijam kamienie i patrzę jak błyszczą

chowam się w krzakach i krzyczę do ludzi
wołam o piłkę do mamy w oknie
gram w kwadraty na podwórku
włączam alarmy na parkingu i uciekam
naśladuję Salvadora kredą na asfalcie
liczę do dziesięciu w chowanego

dzwonię domofonem i pytam o pralkę
o to kiedy wróciła
zatrzymuję windę w połowie piętra
wybieram numery na chybił trafił
i przez telefon próbuję sprzedać strusia
w sobotę oglądam disneja
fascynują mnie Cudowne lata
rzucam balonami z wodą w dyngusa
czekam na mikołaja w Wigilię
za bardzo ufam nieznajomym
biorę od nich cukierki

kim jesteś
kim jesteś dla mnie
dlaczego mówisz
dlaczego mówisz do mnie
udany dialog
czasem tylko bzdury
lecą słowa
szumi wiatr

co nas łączy
co nas dzieli
jedność w różnorodności
uzupełniamy własne braki
nie ma dziur i niedoskonałości
bo wszystko mamy wspólne
co mogę zrobić
jak mogę pomóc
co mogę zrobić dla Ciebie

tyle miłości we krwi
niesiesz każdego dnia
płynie dla innych
płynie do innych
nie mam plastra
zresztą niepotrzebny
nie zatrzymasz nic dla siebie
ten typ tak ma

bezinteresownie
czy to ma jakiś sens
czy ktoś tak umie
poświęcenie
czy ktoś to zna
czy ktoś to rozumie
wariatów się izoluje
a nie stawia za wzór
szkoda
trochę szaleństwa jeszcze nikomu nie zaszkodziło

piątek, 30 kwietnia 2010
Psalm 23

The Lord is my shepherd, I have all I need.
She makes me lie down in green meadows, beside the still waters she will lead.
She restores my soul, she rights my wrongs,
She leads me in a path of good things and fills my heart with songs.
Even though I walk through a dark and weary land,
there is no other that can shake me. She has said she won’t forsake me. I'm in her hand.

She sets a table before me in the presence of my foes.
She anoints my head with oil and my cup overflows.
Surely, surely, goodness and kindness will follow me all the days of my life, and I will dwell in her house forever, forever and ever.
Glory be to our Mother and Daughter and to the Holy of Holies.
As it was in the beginning, is now and ever shall be, world without end.
Amen.


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6