|
|
<
|
Maj 2012 |
>
|
|
| Pn |
Wt |
Śr |
Cz |
Pt |
So |
N |
|
|
1
|
2
|
3
|
4
|
5
|
6
|
|
7
|
8
|
9
|
10
|
11
|
12
|
13
|
|
14
|
15
|
16
|
17
|
18
|
19
|
20
|
|
21
|
22
|
23
|
24
|
25
|
26
|
27
|
|
28
|
29
|
30
|
31
|
|
|
|
Zakładki:
Dla myślących.
Dla poszukujących.
Moi znajomi
Religia chrześcijańska.
|
niedziela, 01 kwietnia 2012
Z nadzieją
Mógłbym mieć plany, mógłbym mieć ambicje, ale wiem, że zniszczą je wszechwładne koalicje panów, co z wyboru dostali się na Wiejską i reprezentują oligarchię wielkomiejską.
W ich oczach jestem nikim, jestem tylko pionkiem, głosem do urny oddanym, ale nie ich klubów członkiem. Oni z podniesionym czołem, ja ze spuszczoną głową, dla mnie za wysokie progi - łatwo zawadzić nogą.
Ale te nogi przeszły niejedną ścieżkę trudną, nie raz ciągle pod górkę, nie raz wdepnęły w gówno. Widzę błędy i problemy, do wielu się przyznaję, co nie oznacza wcale, że rozwiązać je potrafię.
Mimo wszystko ciągle naprzód, ciągle dalej i wytrwale, ciągle szukam miejsca w świecie, tak łatwo się nie poddaję. Słucham dobrych rad przyjaciół, słucham troskliwej rodziny, w gruncie rzeczy tylko oni nie chcą wpuścić mnie w maliny.
Inni lubią słodzić, się przechwalać, dużo gadać, żeby w towarzystwie ziomków dobrą gębę sobie nadać. Ja nie patrzę na opinie, co i tak są subiektywne, robię swoje, ufam ludziom - chociaż trochę to naiwne.
Zaufanie, szczerość, prawda - na tym buduję relacje, choć nie zawsze to wychodzi, jednak zawsze daję szansę. Coś się kończy, coś zaczyna - jest początek, jest i finał, ja nie będę brnął w kłopoty, kiedy ktoś zbytnio przegina.
Niech nie dziwi cię, człowieku, gdy nić znajomości pęknie, jeśli kłamiesz, siejesz plotki - każdy w końcu za to beknie. Ja nie wnikam, kto za młodu uczył cię takich nawyków, jednak z takim nastawieniem pasujesz do polityków.
środa, 14 marca 2012
W TEATRZE
włosy blond wzniosłe czoło śmiałe oczy zgrabny nos rozchylone wargi poznaję twoją postać w teatrze zwanym życiem rozpustnie wystawiane na widok publiczny
wszystko inne jakby zakryte szat kurtyną pierwszy akt, odsłonięcie oglądam z tchem zapartym nie mogę się napatrzeć taka dumna sztuka
pokaż, co potrafisz pełno cię na scenie pełno w mojej głowie czekam cierpliwie na coś co do mnie powiesz co dla mnie zrobisz
biało przed oczami jesteś blada jak papier niezapisana carte blanche zapełniam próżną przestrzeń palcem kreślę znaki brudne myśli, słowa bierzesz je na siebie przychylnym uśmiechem przybliżam się powoli przeczuwam apogeum sztuka trwa, idźmy dalej odkrywam jej logikę
pokaż, co potrafisz niech się gnie twoje ciało niech osiąga szczyty dyszy z wyczerpania oby dotrwało do końca dramatu życia końca
kiedy koniec kiedy minie sztuka nadejdzie katharsis oczyści myśli, słowa wybieli wszystkie dzieła podzieli wersy białe podzieli czy połączy sekretna to logika
(= special for Agg =)
piątek, 11 listopada 2011
WYBIEG DO TYŁU
myślę o czasie minionym, o chwilach schwyconych w sidłach pamięci miotają się wspomnienia wiele momentów uszło uwadze, wiele przemknęło między palcami zostały ślady tamtych dni narysowanych linii na dłoni, między palcami krople wody szybko zlatują tymi ścieżkami
rozmyte kolory, zamazane twarze zastygły w lodowatym spojrzeniu albo ciepłym uśmiechu poznaję przyjaciół, podejrzewam wrogów nic na pewno, co najwyżej zmysły i umysł doświadczenie uczy, rozum podpowiada echem odbijają się nauki z przeszłości
ufaj, lecz patrz, komu zaufać można nadzieja zawieść nie może, a miłość wszystko znosi, wszystkiemu wierzy zaś wiara czyni cuda, przenosi góry wszystko znosi, wszystko przetrzyma w spiekocie dnia, w szarym pyle dróg trzeba iść naprzód, nie oglądać się wstecz co było, minęło, nie wpisuje się w rejestr
a jednak myślę, o tamtych minionych godzinach straconych w pętli czasu zapisanych wyblakłym atramentem zeszyty leżakują spakowane do pudeł pocztówki kleją się jeszcze do ściany bilingi zdradzają nawiązane kontakty
dziękować czy żałować, nie wiem do prawdy dojdę w innym czasie zapewne w przyszłym, doprawdy powzięte postanowienia i plany będą realizować się zawzięcie teraz tkwię w czasie przeszłym.
poniedziałek, 19 września 2011
SAMOTNOŚĆ W MIEŚCIE
jestem sam gdzie mój świat wracam tam
szepcze wiatr skąd przychodzi dokąd podąża nie wie nikt
szeleszczą liście spieszą samochody gdzieś w oknach światła świecą słupy uliczne nikt mnie nie widzi nikt nie zatrzyma
w moich uszach szum wyraźnie słyszę obojętnie mijany jak jakaś rzecz bez znaczenia bez istnienia
jednak jestem pełen obaw czy do celu dotrę spocone dłonie słone czoło łzawe oczy stopy zmęczone idę sam, do celu
tak, nie ma nikogo kto byłby przyjacielem i nie brzmiałby złowrogo w dżungli miasta pod pnączami przewodów jestem sam
skazany na siebie pod wielkim dachem nieba szukam ciebie wśród gwiazd może lśnisz właśnie tam promienie odbite od ciał obcych dla mnie dalekich ode mnie dalekich od Ziemi
wśród szarych kamienic odrobina nadziei szukam jej w zieleni tam się chowam i w górę spoglądam nieosiągalne niebo przyciąga blaskiem
jeśli tylko możesz daj mi tylko odrobinę wiary, nadziei
trudne chwile teraz tego t y l k o pragnę mieć blisko ciebie być blisko siebie i kochać...
gdzie cię odnaleźć?
środa, 31 sierpnia 2011
Gdy nie wiesz, którędy, zacznij z innej strony
usłyszałem powitanie po drugiej stronie kilka zdań mimochodem rzuconych do mnie zapisały się wybiórczo na twardej pamięci zachowały głównie te, które mogą zachęcić
milczenie wkradło się między nas nieproszone niechciane, niezręczne, a jednak obecne w głowie słowa szukały dobrego złożenia a zostały tylko niedopowiedzenia
nadstawiałem uszu, by szmer chociaż usłyszeć gdy usta otworzysz, zaczniesz wreszcie krzyczeć myśli bowiem skrywane z siłą wybuchają rozpruwają ciszę, pustkę rozrywają
czekałem, błagałem, by coś się zmieniło przestrzeń niewzruszona utkwiła w niemocy noc - nieporuszona, nic nas nie olśniło tylko księżyc za oknem drgał w cieniu nocy
gdy w zwątpieniu leżałem wszelką tracąc nadzieję usłyszałem bicie serca - moich uczuć brzmienie myśl się wkradła, że namiętność trudno ująć w słowa i wewnętrzne poruszenia równie trudno oddać
więc poddałem się tej ciszy z ufnym nastawieniem jak wojownik, gdy wydaje swe ostatnie tchnienie licząc, że po tamtej stronie znajdzie dopełnienie
sobota, 16 lipca 2011
Ktoś inny
Spojrzenia spotkały się całkiem przypadkowo: wracałem do domu, zmierzałaś tą samą drogą. Opuściłaś głowę z dyskretnym uśmiechem, szedłem krokiem wolnym, ze spiesznym oddechem.
Dźwięki nie polecą, gdy gardło ściśnięte, skryją za zębami, wstrzymają przejęte, nabiorą wartości, dojrzeją do chwili, gdy o szept chociażby będziemy prosili.
Szeptem dotknę powietrze, namiętnością rozpalę, kroplami słodyczy dopełnię rozkoszy czarę. Rozpalone usta przyjemnym smakiem uraczysz, nieuchronność przyszłych zdarzeń z ochotą doświadczysz.
Pożądamy, ale ukrywamy ten stan, uciekamy od pragnienia, by nie zadać ran. Jedno słowo, jeden gest, może stać się ciosem, ciężkim jarzmem, trudnym do przyjęcia losem.
Mimo wszystko szukamy siebie nawzajem, by ten stan odnaleźć, który zowią rajem - tam nie występują: smutek, grzech, ból, cierpienie, strach, tam życie idealne to nie marzenie - to fakt.
poniedziałek, 03 stycznia 2011
* * *
wodę życia piłem z kubka z gliny czerwonej jak krew pierwsza ludzka istota poruszona tchnieniem zaczęła rzeczy nazywać innym niż swoje imieniem
wodę życia piłem z kubka zobaczyłem dno, pragnienie nie ustało dlatego szukam, gubię, nawracam idąc pod prąd oczekuję, że dotrę do źródła skąd bierze początek strumień świadomości
na początku było słowo przez nie stał się człowiek nadużywać zaczął słów pomieszały się języki zatarły się znaczenia czy przetrwało to, co pierwotne? wiara, nadzieja, miłość dobro, prawda i piękno istnieją nieokreślone gdzieś na dnie naszych spraw codziennych
daj mi punkt podparcia a podniosę siebie, i innych na duchu, na ciele, na umyśle daj mi klucz do bramy prowadzącej do ogrodu poznania dobra i zła w którym nie ma cierpienia a czas płynie własnym nurtem gdzie tysiąc lat jest jak wczorajszy dzień, który minął
w moim świecie czas biegnie po ludzku czasem się potyka nieuniknione następstwo - przeszłość, przyszłość teraźniejszość mija zanim ją pomyślę bezwzględnie się sprzeciwiam względnym formom orzeczenia ale jestem tylko kruchym istnieniem jak trawa, co rośnie rankiem kwitnie zielona wieczorem więdnie i usycha nieuniknione następstwo
myślę i kojarzę - miejsca, słowa, osoby wszystko się układa bez mojego udziału Niewidzialna Ręka porządkuje czas i przestrzeń Niewidzialne Oko patrzy i czuwa nad nami Niewidzialne Usta kształtują nowy świat
nowy wspaniały świat może być a może tylko o nim marzymy szamani czarują rzeczywistość kapłani odprawiają modły wróżki przepowiadają przyszłość eremita żyje w samotności mnich wzrasta w doskonałości czucie i wiara wciąż silnie mówią nawet do tych, którym nie brakuje wiedzy, doświadczenia i mądrości
homo sapiens, homo religiosus
sobota, 05 czerwca 2010
Tuwim liryczny komediant
Julian Tuwim
Wiersz, w którym autor grzecznie, ale stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich, aby go w dupę pocałowali
Absztyfikanci Grubej BertyI katowickie węglokopy,I borysławskie naftowierty,I lodzermensche, bycze chłopy.Warszawskie bubki, żygolakiZ szajką wytwornych pind na kupę,Rębajły, franty, zabijaki,Całujcie mnie wszyscy w dupę.Izraeliccy doktorkowie,Widnia, żydowskiej Mekki, flance,Co w Bochni, Stryju i KrakowieSzerzycie kulturalną francę!Którzy chlipiecie z "Naje Fraje"Swą intelektualną zupę,Mądrale, oczytane faje,Całujcie mnie wszyscy w dupę.Item aryjskie rzeczoznawce,Wypierdy germańskiego ducha(Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,Wierzcie mi, jedna będzie jucha),Karne pętaki i szturmowcy,Zuchy z Makabi czy z Owupe,I rekordziści, i sportowcy,Całujcie mnie wszyscy w dupę.Socjały nudne i ponure,Pedeki, neokatoliki,Podskakiwacze pod kulturę,Czciciele radia i fizyki,Uczone małpy, ścisłowiedy,Co oglądacie świat przez lupęI wszystko wiecie: co, jak, kiedy,Całujcie mnie wszyscy w dupę.Item ów belfer szkoły żeńskiej,Co dużo chciałby, a nie może,Item profesor Cy... wileński(Pan wie już za co, profesorze!)I ty za młodu nie dorżniętaMegiero, co masz taki tupet,Że szczujesz na mnie swe szczenięta;Całujcie mnie wszyscy w dupę.Item Syjontki palestyńskie,Haluce, co lejecie tkliwieStarozakonne łzy kretyńskie,Że "szumią jodły w Tel-Avivie",I wszechsłowiańscy marzyciele,Zebrani w malowniczą trupęZ byle mistycznym kpem na czele,Całujcie mnie wszyscy w dupę.I ty fortuny skurwysynu,Gówniarzu uperfumowany,Co splendor oraz spleen LondynuNosisz na gębie zakazanej,I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,A srać chodziłeś pod chałupę,Ty, wypasiony na Ikacu,Całujcie mnie wszyscy w dupę.Item ględziarze i bajdury,Ciągnący z nieba grubą rentę,O, łapiduchy z Jasnej Góry,Z Góry Kalwarii parchy święte,I ty, księżuniu, co kutasaZawiązanego masz na supeł,Żeby ci czasem nie pohasał,Całujcie mnie wszyscy w dupę.I wy, o których zapomniałem,Lub pominąłem was przez litość,Albo dlatego, że się bałem,Albo, że taka was obfitość,I ty, cenzorze, co za wiersz tenZapewne skarzesz mnie na ciupę,Iżem się stał świntuchów hersztem,Całujcie mnie wszyscy w dupę! ...
czwartek, 13 maja 2010
Niedorosły
to co było oprawiłem w muzykę dziwnie pasuje przez moment miałem nadzieję ale nie ma mowy o powrocie wszystko płynie wszystko się zmienia i my się zmieniamy
posiadam własny styl i upodobania to mi pasuje nie wszyscy się zgadzają wielu po swojemu rozumie co to znaczy dorosnąć? ta choroba dopada za wcześnie kto zostanie dzieckiem ten zobaczy więcej
macham do ludzi zza okna autobusu ścigam się z samochodami na sankach zjeżdżam na szczupaka kulkami celuję w najładniejsze dziewczyny strącam sople zwisające z dachów butami
wylewam wodę z kałuż zbieram ślimaki za blokiem buduję domki z patyków i mchu gałęzie łamią się
pod moim ciężarem
próbuję zrobić pełen obrót na huśtawce skaczę w dal bez trzymanki wchodzę na drabinki wiszę do góry nogami na trzepaku robię babki z piasku żuję gumę turbo oranżadę w proszku łykam na raz zbieram naklejki z wafli kukuruku rozbijam kamienie i patrzę jak błyszczą chowam się w krzakach i krzyczę do ludzi wołam o piłkę do mamy w oknie gram w kwadraty na podwórku włączam alarmy na parkingu i uciekam naśladuję Salvadora kredą na asfalcie liczę do dziesięciu w chowanego dzwonię domofonem i pytam o pralkę
o to kiedy wróciła
zatrzymuję windę w połowie piętra
wybieram numery na chybił trafił
i przez telefon próbuję sprzedać strusia w sobotę oglądam disneja fascynują mnie Cudowne lata
rzucam balonami z wodą w dyngusa czekam na mikołaja w Wigilię za bardzo ufam nieznajomym biorę od nich cukierki
kim jesteś kim jesteś dla mnie dlaczego mówisz dlaczego mówisz do mnie udany dialog czasem tylko bzdury lecą słowa szumi wiatr
co nas łączy co nas dzieli jedność w różnorodności uzupełniamy własne braki nie ma dziur i niedoskonałości bo wszystko mamy wspólne co mogę zrobić jak mogę pomóc co mogę zrobić dla Ciebie
tyle miłości we krwi niesiesz każdego dnia płynie dla innych płynie do innych nie mam plastra zresztą niepotrzebny nie zatrzymasz nic dla siebie ten typ tak ma
bezinteresownie czy to ma jakiś sens czy ktoś tak umie poświęcenie czy ktoś to zna czy ktoś to rozumie wariatów się izoluje a nie stawia za wzór szkoda trochę szaleństwa jeszcze nikomu nie zaszkodziło
piątek, 30 kwietnia 2010
Psalm 23
The Lord is my shepherd, I have all I need.She makes me lie down in green meadows, beside the still waters she will lead.She restores my soul, she rights my wrongs,She leads me in a path of good things and fills my heart with songs.Even though I walk through a dark and weary land,there is no other that can shake me. She has said she won’t forsake me. I'm in her hand.She sets a table before me in the presence of my foes.She anoints my head with oil and my cup overflows.Surely, surely, goodness and kindness will follow me all the days of my life, and I will dwell in her house forever, forever and ever.Glory be to our Mother and Daughter and to the Holy of Holies.As it was in the beginning, is now and ever shall be, world without end.Amen.
|